BYTOM - miasto moje, a w nim...
17 czerwca 2012 - referendum w sprawie odwołania ze stanowiska Prezydenta Piotra Koja i Rady Miejskiej

 

"Propaganda sukcesu - rodzaj propagandy wyolbrzymiający sukcesy ekipy rządzącej. Problemy zostają zminimalizowane, a odpowiedzialność za nie zrzuca się na poprzednią ekipę, wrogie siły itp. (...) Skuteczną przeciwwagą są dla niej wolne media, które nie tylko prezentują stanowisko odmienne od rządowego, ale zajmują się raczej porażkami niż sukcesami rządów."

W ostatnim czasie pojawiły się na mieście billboardy przedstawiające Bytom jako miasto "zmieniające oblicze". Zapewne to czysty zbieg okoliczności, że nastąpiło to akurat przed referendum 17 czerwca. O ile dobrze sobie przypominam, pani rzecznik Urzędu Miejskiego, Katarzyna Krzemińska-Kruczek żaliła się na mnie na łamach jednej z gazet: "Nie wiem, po co autor stworzył taką stronę [ruiny.bytom.pl - przyp. autora]. To po prostu nie ma sensu, bo to nie jest pełny obraz miasta." Z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę domniemywać, że wspomniana pani - Naczelnik Wydziału Informacji i Promocji - miała udział w wykreowaniu omawianej kampanii billboardowej. Czy przedstawiony tam - za pieniądze z budżetu miasta - obraz Bytomia jest pełny? Oczywiście, że nie, więc - zgodnie z powyższą logiką pani rzecznik - nie ma sensu.

Do kogo ma dotrzeć ten przekaz? Rzecz nie dzieje się w Krakowie, czy w Warszawie, więc nie chodzi o poprawę wizerunku Bytomia w innych regionach kraju. Hasła kierowane są do mieszkańców Bytomia. Pan prezydent Piotr Koj zdumiony był poruszaniem przeze mnie tematyki ruin w oderwaniu od wyremontowanych kamienic i pytał: "czy to temat nieznany?". Idąc tym tokiem rozumowania pytam: czy Bytomianie nie widzą wyremontowanej biblioteki? Czy Bytomianie nie widzą budowanej obwodnicy, czy podświetlenia liceum na placu Sikorskiego? Skoro są to rzeczy powszechnie wiadome - dokładnie tak, jak wiadomym jest, że Bytom to w znacznej części wciąż zdewastowane miasto - to po co o tym mówić? Po co wydawać publiczne pieniądze na coś takiego?

         

Pan prezydent, pani rzecznik, a nawet przedstawiciel ZBM podkreślali, że wiele ruin i zaniedbanych nieruchomości nie należy do miasta, co miało podważać sens ich prezentacji na mojej witrynie. Zdumiewająco łatwo przychodzi jednak magistratowi chwalić się sukcesami nie swojego autorstwa. Remont miejskiej biblioteki to nie zasługa pana Koja, tylko jego poprzednika, mało tego, to jest antyreklama miasta, bo na formie modernizacji suchej nitki nie zostawili organizatorzy konkursu na najgorsze rozwiązania architektoniczne. Podświetlenie wołającego bezskutecznie o odświeżenie fenomenalnej elewacji liceum na Placu Sikorskiego sponsorowała firma z sektora energetycznego, a nie magistrat. Inicjatorem i pomysłodawcą zgłoszenia rozbarskiego podwórka do konkursu fundacji All For Planet także nie był magistrat. Budową parkingu w kwartale Kwietniewskiego/Webera też nie zajmowało się miasto. To jest propaganda sukcesu w najczystszej postaci. Ruiny? Nie, to nie wina władzy! Sukcesy? Tak, to nasza zasługa. Zwyczajna hipokryzja, a może po prostu nędznej jakości polska polityka.

"Bytom zmienia oblicze", głosi radosne hasło z plakatu. Ja tam może się nie znam, uprawiam "czarny PR" i jestem nieobiektywny, warto zatem przyjrzeć się opinii ludzi, którzy się znają i których jeszcze o "czarny PR" nie posądzono, a za takich należy uznać pracowników Uniwersytetu Śląskiego zaangażowanych w międzynarodowy program Shrink Smart. W artykule streszczającym tematykę czytamy: "Znajdujący się poza nią (KSSE) Bytom pozbawiony jest środków do ustabilizowania sytuacji odpływu mieszkańców i nic nie wskazuje na to, aby problem został rozwiązany w najbliższym czasie. Czy stanie się on współczesnym miastem-widmem? To raczej wątpliwe, mimo wszystko miasto nie zostało całkowicie zahamowane w swoim rozwoju. Grozi mu jednak jeszcze większa marginalizacja regionalna i społeczna. Powszechnie wiadomym faktem jest bowiem wpływ inwestycji i rozwoju miasta, na jego strukturę społeczną i poziom życia mieszkańców." Jeśli ktokolwiek doszuka się w tych naukowych wnioskach "zmiany oblicza" miasta, to będzie to rekord świata. Sam pan prezydent raczył się ubezpieczyć: "Jeśli nie dostaniemy wsparcia z budżetu województwa, państwa i Unii Europejskiej, to zapowiadana przez nas i oczekiwana przez mieszkańców zmiana miasta nie będzie zadowalająca". To jak w końcu jest?

A teraz do sedna: "Bytom buduje domy" - jak to brzmi! Fakt, na mapie Bytomia zaistniało kilka budynków TBS, co rzeczywiście jest zmianą, w stosunku do liczby zero i cieszy. Nie jest to jednak liczba większa od liczby obiektów wyburzonych lub takich, które uległy katastrofom budowlanym w ostatnich kilku latach. Hasło sprawia wrażenie, że cały Bytom to jeden wielki plac budowy domów, co prawdą oczywiście nie jest. Na stronie bytom.pl możemy doszukać się dokumentów urzędowych, gdzie zasoby mieszkaniowe miasta zostały scharakteryzowane następująco: "Brak odpowiedniej ilości mieszkań do zasiedlenia i mieszkań socjalnych". "Duża ilość obiektów porzuconych i wysokie koszty ich rozbiórki lub rewitalizacji Zły stan techniczny dużej części zabudowy i niski standard istniejących zasobów mieszkaniowych. Istnienie zaniedbanych osiedli miejskich." Wymyśliłem sobie to?

         

Ilość pustostanów w mieście jest porażająca, w tym mnóstwo ich w Śródmieściu. Kolejka po mieszkanie do remontu jest znaczna, a dzisiejsi 30-latkowie doskonale pamiętają, ile lat musieli czekać, by przebić się w okolice realnie dające szansę na jakąkolwiek ruinę. Oferta lokali do remontu Bytomskich Mieszkań z dnia 30 maja 2012, dla przykładu, to 5 mieszkań: 4 w centrum, 1 w Łagiewnikach. 4 z 5 nie mają łazienki (wc na klatce schodowej), a dwa nie posiadają podłączonego gazu. Jak na XXI wiek, nie brzmi zachęcająco, a koszty przystosowania takiego lokalu do godnych warunków życia są duże i nie każdego na to stać. Kuriozalnym jest fakt, że 67 lat po zakończeniu II Wojny Światowej na wielu kamienicach (Śródmieście i Rozbark) na światło dzienne wychodzą niemieckie napisy z tamtego okresu, ponieważ farba pokrywająca fasady zwyczajnie nie wytrzymała upływu czasu. Na pewno jest to ciekawostka historyczna, ale zarazem świadectwo ogromnego zaniedbania. Poza sprzedażą części nieruchomości bytomska władza nie ma żadnego pomysłu na jej zagospodarowanie i finansowanie jej renowacji. Bytom jest mało atrakcyjnym miastem i w końcu rynek się nasyci. Co wtedy? Czy ktoś o tym pomyślał? Już teraz część pięknie wyremontowanych domów stoi pusta, bo wcale nie tak łatwo o najemców.

Lokatorzy gminnych zasobów (ZBM i Bytomskie Mieszkania) w zdecydowanej większości mają negatywną opinię na temat zarządzania i napraw dokonywanych przez zarządcę. Z kim by się nie rozmawiało, opinie są negatywne. Co rusz wspólnoty odchodzą z ZBM. W samej spółce nastroje są jednak dobre: prezentowane są "badania opinii", które wskazywały na rosnące zadowolenie i ogólną pozytywną opinię, co jest oczywistą kpiną z tych ludzi! Mało tego, wbrew krążącym po mieście informacjom o fatalnej kondycji finansowej spółki, opinii publicznej podawane są pozytywne dane. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego lokatorzy tych zasobów niejednokrotnie nie mogą się doprosić o interwencję, czy najprostsze remonty - o realizacji nakazów PINB nie wspominając?

Polecam wizyty w podwórkach w starym budownictwie w centrum miasta. Rozumiem, że tam też "Bytom zmienia oblicze"? A może to już nie jest Bytom? Najbardziej wyrazistym przykładem jest teren po mleczarni Milkos przy ulicy Smolenia 13. Od ponad 10 lat teren ten przypomina krajobraz po zamachu terrorystycznym. Nawet w Bytomskiej Gazecie Miejskiej (wydawanej przez miasto, więc niekoniecznie obiektywnej) zostało napisane: "Niszczejący obiekt w ramach egzekucji za długi został przejęty przez Urząd Skarbowy w Bytomiu", ale jednocześnie "postępowanie upadłościowe wobec spółdzielni nie zostało zakończone. Nadal jest ona właścicielem popadających w ruinę obiektów (...) Co w takim razie, jeśli właściciela nie można odnaleźć, albo go ustalić? W takim wypadku obowiązek zabezpieczenia, bądź wyburzenia obiektu przechodzi na Skarb Państwa (Wojewodę)." Jeśli nadal utrzymuje się taki stan rzeczy, to niepojętym jest dla mnie fakt, że nie dało się wydrzeć od wojewody chociażby tych paru groszy (w stosunku do budżetu miasta) na zamurowanie wszystkich wejść do mleczarni. Prezydent Koj - PO, wojewoda - PO, no korzystniejszego układu politycznego do dogadania się nie będzie. Pozwoliłoby to zapobiec kolejnym wypadkom i spędzaniu tam czasu przez okolicznych mieszkańców oraz amatorów fotografii. Czy to jest naprawdę niemożliwe do wykonania? Przykłady, chociaż mniejszego kalibru, można mnożyć. Istnieje także instytucja wykonawstwa zastępczego, dzięki któremu można by wyburzyć te ruiny raz na zawsze. Tak, są to pewne koszty, których później trzeba dochodzić, ale ustawa dopuszcza taką ewentualność. Przykładowo, mamy w mieście dużą ruinę, której właściciel prowadzi działalność gospodarczą na terenie miasta, więc jest wypłacalny, a ruina pozostaje zagrożeniem. Czy urzędnicy nie wiedzą o takich rzeczach, skoro ja mogę to sprawdzić w internecie w dwie minuty?

         

Ciekawe, czy miasto zaserwuje nam jakąś propagandę dotyczącą zabytków? Trochę ich jeszcze zostało. Cieszy mnie fakt, że cokolwiek zostanie zrewitalizowane na terenie po KWK Rozbark, jednak większość tego zabytkowego terenu wciąż będzie straszyć. Na stronie bytom.pl zostało napisane: "Po zrujnowanych obiektach byłej KWK Rozbark witających wjeżdżających do miasta od strony Chorzowa wkrótce zostanie wspomnienie i garść niechlubnych zdjęć, na których straszy zaniedbane postindustrialne cmentarzysko." Wkrótce?! To jest kłamstwo - budynki widoczne od ulicy Chorzowskiej nie są objęte projektem, a cechowni za bardzo nie widać, jadąc tą ulicą... Zamiast napisać tekst zgodny z prawdą, wprowadza się ludzi w błąd.

Nie sposób zauważyć tego, w jaki sposób traktowane są niektóre zabytki w tym mieście. Przykład z jednej z grafik w tym dziale: Kolonia Zgorzelec. Właścicielem tych budynków jest Gmina Bytom, a jej spółki zajmują się zarządem tymi nieruchomościami. 14 familoków to pustostany, prawie wszystkie z zamurowanymi oknami i drzwiami. Ceglane mury miejscami poważnie naruszone. Metalowe ankry stabilizujące konstrukcje zostały skradzione, co grozi zawaleniem budynku. Co najmniej dwa budynki, pozbawione są zabezpieczeń i z drzwiami otwartymi na oścież "zapraszają" do środka (np. numer 16). Z elewacji domu pod numerem 13 (i nie tylko) wyrastają drzewa - samosiejki. Podobno są to obiekty monitorowane, tylko ciekawe, co jaki okres, bo wspomniane zaniedbania nie pojawiły się wczoraj. Co do samosiejek na elewacjach i dachach wypowiedział się kiedyś dla Życia Bytomskiego rzecznik ZBM, Adam Wajda, przyznając że "do ich usuwania obliguje logika i obowiązek utrzymania substancji mieszkaniowej w niepogorszonym stanie". W tym samym artykule czytamy, jak - według biologa, Piotr Kardasza, powinno wyglądać usuwanie tego typu roślin: "Do usuwania dachowych samosiejek potrzebni są pracownicy uprawnieni do robót na wysokościach, ale sama operacja jest prosta. – Wystarczy użyć odpowiednich środków chemicznych, czyli herbicydów (...) Takie środki chemiczne nie są drogie, dodatkowo są szkodliwe tylko dla tkanki roślinnej." Skoro nie jest to drogie i jest to proste, to dlaczego miasto łamie ustawę o ochronie zabytków, która (artykuł 4) mówi o odpowiedzialności organów administracji publicznej: "zapobieganie zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla wartości zabytków; udaremnianie niszczenia i niewłaściwego korzystania z zabytków; kontrolę stanu zachowania i przeznaczenia zabytków." Artykuł 5 natomiast nakazuje: "opiekę nad zabytkiem sprawowana przez jego właściciela lub posiadacza polega, w szczególności, na zapewnieniu warunków zabezpieczenia i utrzymania zabytku oraz jego otoczenia w jak najlepszym stanie."

Nowa Kolonia Robotnicza w Bobrku to kolejny przykład zaniedbania zabytkowego terenu. Trzy budynki z ulic Jochymczyka, Olszewskiego i Żwirowej to totalne ruiny (w rękach prywatnych, jeśli się nie mylę). Reszta domów - którymi zarządza miasto - znajduje się w stanie sporego zaniedbania. Dodatkowo jest tam wiele mieszkań socjalnych, co musiało się źle skończyć dla tego rodzaju zabudowy i jej otoczenia. Warto wspomnieć o dogorywających ruinach Pałacu Wincklerów w Miechowicach, gdzie miasto nie potrafi nawet zadbać o stan betonowego ogrodzenia, co było zgłaszane niejednokrotnie. Mógłbym się jeszcze rozpisać - poza innymi przykładami - na temat kamienicy przy Kościelnej 2, która również jest własnością Gminy Bytom...

              

Ktoś powie: Panie, a czy to takie ważne? Tak, ważne! Osiedla robotnicze to esencja śląskości i pojawia się coraz więcej osób zainteresowanych zwiedzaniem tego typu miejsc. Spuścizna poprzednich pokoleń, składająca się na wizerunek tego miasta powinna być obiektem szczególnej troski. Co mamy pokazywać turystom? Sypiące się zabytki? Architekturę postindustrialną z napisami "ZAKAZ WSTĘPU, GROZI ZAWALENIEM" (dawna KWK Rozbark, Szyb Krystyna, Szyb Zachodni po KWK Miechowice, zabytkowa siłownia byłej Huty Bobrek)? To nam poprawi wizerunek? Nie sądzę.

Pan Prezydent bardzo często chwali bytomian i ich osiągnięcia. Po co zatem potrzebny był zaciąg kadry zarządzającej z Gliwic? Bo to byli najlepsi kandydaci? Ktoś w to jeszcze wierzy? Ci ludzie są emocjonalnie związani z Bytomiem? Wątpię... A może jakiś konkurs był? Bytomianie nie nadają się do pracy na bardziej ambitnych stanowiskach? Wróćmy do przełomu lat 2006/2007, gdy stanowisko wiceprezydenta obejmował Marian Maciejczyk."(...)Moim zdaniem do tej pory zbyt mało zrobiono, by ten zdecydowany krok do przodu uczynić. Przecież poza centrami handlowymi inwestorzy omijali Bytom i interesowali się miastami sąsiednimi. To trzeba zmienić, inwestorzy muszą poczuć, że tu opłaca się im wyłożyć swe pieniądze. A wtedy rozpocznie się rozwój Bytomia, powstaną nowe miejsca pracy." Prawie 5,5 roku później prezydent Piotr Koj odpowiada na pytanie dziennikarza: "Czy Urząd rozmawia w tej chwili z jakimiś dużymi firmami o potencjalnych inwestycjach w Bytomiu? Nie licząc sklepów wielkopowierzchniowych...- Dla nas każda firma, która wyraża wolę zainwestowania w Bytomiu, jest inwestorem. Nie ma to znaczenia, czy są to obiekty handlowe, usługowe, czy inne. Uważam że takie rozróżnianie nie jest właściwe." To dowód na to, że ekipie rządzącej brakuje wystarczających umiejętności by pozyskać poważniejszych inwestorów. Duży zakład produkcyjny - zbawienie dla wielu bezrobotnych - to jak dotychczas marzenie. Póki co mamy 20% bezrobocie w mieście rzekomej "Energii Kultury".

Smutne jest to, że żyjemy w ustroju demokratycznym, a w dalszym ciągu władza może sobie kpić z mieszkańców, czego przykładem jest umieszczanie informacji na temat referendum tak, aby dostęp do niej był jak najtrudniejszy. Nie jest tajemnicą, że wysoko postawione w tym mieście osoby liczą na to, że frekwencja będzie jak najniższa, a najlepiej tak niska, aby referendum było nieważne. To jest propagowanie demokracji i społeczeństwa obywatelskiego?

Nie poruszyłem wszystkich możliwych tematów, bo tekst nie miałby końca. Reasumując, chciałbym zachęcić wszystkich do udziału w referendum i wysłuchania obu stron. Władza (za nasze pieniądze) pokazuje to, co według niej jest ich sukcesami, ja (za swoje pieniądze) dopełniam ten obraz, pokazując drugą stronę medalu, o której urzędnicy nie raczą głośno opowiedzieć. Włączyłem się w przygotowanie materiałów dla kampanii promującej udział w referendum 17 czerwca, które pokazują obraz inny niż ten serwowany przez władze, ponieważ mieszkańcy mają prawo znać nie tylko sukcesy, ale i porażki bytomskich urzędników. Tylko wtedy będą dysponowali pełnym obrazem sytuacji naszego miasta. Nie oznacza to jednak, że jestem ślepy na pozytywne aspekty ostatnich lat. Demokracja to możliwość wyrażania poglądów i władza nie ma prawa ograniczać tego rodzaju aktywności.

                

odwiedź: bytomskiereferendum.pl

                                                          
| start | czytaj to! | spis budynków | galeria | klatki schodowe | wnętrza | Chorzowska 2 | ludzie |
 | po remoncie | wyburzone | filmy | krótko | media| FAQ | linki | autor |


© 2009-2015 Piotr Studziński |  www.ruiny.bytom.pl