BYTOM - miasto moje, a w nim...
czytaj to!

strona (1) (2) (3) (4) (5) (6)

 


Zabudowania zlikwidowanej KWK Centrum (po lewej) stają się łupem złomiarzy. Ten sam los spotkał wcześniej teren po KWK Rozbark

 
Ładna niegdyś kamienica i jej osłabione mury


Charakterystyczne dla szkód górniczych ukośne pęknięcia oraz przemurowany fragment ściany, jako forma naprawy szkody.

   
Stemple z różnych lat poświadczające wystąpienie szkód górniczych oraz drewniana konstrukcja podtrzymująca ścianę przed odychleniem.

 

Całkowicie zabrudzone elewacje - pierwotnie jasne (żółte i czerwone)


Niska emisja poza negatywnym wpływem na zdrowie znacząco wpływa na niszczenie elewacji budynków.

 
Zaniedbane fasady domów w historycznym centrum Rozbarku

  
Pękające ramy okienne są sporym zagrożeniem dla przechodniów
 


Odpadające fragmenty ozdobników przy oknach to problem bardzo dużej liczby bytomskich kamienic z przełomu wieków.



Zrujnowane segmenty parterowe kamienic po opuszczonych mieszkaniach i po zlikwidowanym podmiocie gospodarczym


Bardzo zniszczone klatki schodowe w Śródmieściu Bytomia
fot. Adam Maniura www.bytominside.pl


Postępująca degradacja budynków na ul. Powstańców Warszawskich.
Po lewej stan z 2009 roku, po prawej stan z 2015 roku.


Kamienica na ulicy Siennej z roku na rok coraz bliżej katastrofy budowlanej. Pod nieobecność właścicieli została całkowicie zdewastowana. Zapadł się nawet dach. Policja dokonuje częstych zatrzymań złodziei w tym rejonie.

 
Drzewa wyrastające z murów i dachów zaniedbanych budynków. Od lewej: Rozbark, ul. Musialika; Centrum, ul. Korfantego; Miechowice, Szyb Zachodni


Mleczarnia na ul. Smolenia w Centrum Bytomia przykład bezsilności wszelkich możliwych władz w związku z nieuregulowanym stanem prawnym

 

autor: Piotr Studziński
pierwsza publikacja: 11 października 2015

Przyczyny - do 1989 roku

.....Po opisie stanu faktycznego, pora na wyjaśnienie, dlaczego ten stan jest taki, a nie lepszy i kto jest za to odpowiedzialny. Pierwszym istotnym kryzysem dla zabudowy Bytomia było „wyzwolenie” miasta w 1945 roku przez Armię Czerwoną, która nie przejmowała się wartością architektoniczną kamienic i gmachów, niszcząc wiele z nich i rozkradając (za przyzwoleniem zachodnich mocarstw) wyposażenie hut i kopalń. Zniszczono ratusz i część kamienic przy rynku, dworzec kolejowy, ul. Gliwicką, zamek w Miechowicach - ogółem 478 kamienic, 134 obiekty gospodarcze, 35 przemysłowych i 80 użyteczności publicznej. Kilka miesięcy później miasto przekazano administracji polskiej. „Wyzwolenie” pociągnęło za sobą wymianę większości mieszczaństwa. Duża część niemieckojęzycznej ludności została zmuszona do opuszczenia miasta w związku ze zmianą granic po II Wojnie Światowej. Na ich miejscu osiedlili się tragicznie doświadczeni Polacy z Kresów Wschodnich, głównie ze Lwowa i okolic, który przypadł po wojnie Związkowi Radzieckiemu. W 1953 roku na 175 tys. mieszkańców Bytomia, przyjezdni stanowili 41% grupę. Nowi mieszkańcy Bytomia nie czuli takiego związku emocjonalnego z miastem i jego dziedzictwem, jak wygnani bytomianie. Rząd PRL represjonował obywateli narodowości niemieckiej i nie dbał o zabytki poniemieckie, często niszcząc je (jak pałac i zamek w Świerklańcu, by wymienić tylko jeden z nich). Pojawiały się też idiotyczne pomysły „przewietrzania zabudowy”, czyli de facto wyburzania całych kwartałów, czego przykładem jest nieuzasadnione zniszczenie zabudowy Placu Kościuszki w latach 80-tych.

.....Kolejnym, najważniejszym elementem tej wielopłaszczyznowej układanki jest górnictwo.  W Bytomiu działała największa liczba kopalń węgla kamiennego w Polsce, które drążyły chodniki pod praktycznie całym miastem! Obszary górnicze kopalń stanowiły 83% powierzchni Bytomia! To kopalnie oraz huty dały nam wysoki dochód na mieszkańca w skali ogólnopolskiej, przyczyniając się zarazem do ogromnego zatrucia powietrza i skażenia gleby. W śląskie krajobrazy na stałe wpisały się hałdy odpadów górniczych i hutniczych. Bogactwo złóż węgla kamiennego zalegającego bezpośrednio pod miastem pchnęło decydentów z czasów PRL do katastrofalnej w skutkach decyzji o podjęciu wydobycia surowca z tzw. filara ochronnego, czyli obszaru leżącego pod Śródmieściem, którego nie powinno się eksploatować ze względu na zagrożenie dla cennej zabudowy znajdującej się na powierzchni. Prof. Witold Budryk opracował bezpieczną metodę wydobycia z tego obszaru, obostrzoną pewnymi wskazaniami, lecz kopalnie fedrowały najtańszymi metodami, ile tylko się dało. Dla pewnych osób lub grupy osób sprawujących władzę decyzyjną bezpieczeństwo mieszkańców nie miało żadnego znaczenia. Liczyły się tylko: ilość i zysk. Osoby te pozostają anonimowe i nie poniosły odpowiedzialności karnej.

.....Wspomniana wcześniej decyzja skutkowała przez dziesięciolecia licznymi tąpnięciami, czyli wstrząsami sejsmicznymi, wynikającymi z zapadania się kopalnianych chodników. Niektóre wstrząsy osiągały siłę od 3 do 4 stopni w skali Richtera (4,3 najsilniejszy), a ich częstotliwość była wysoka. Wstrząsy te były powodem licznych szkód górniczych. Do 1957 roku określono połowę budynków Śródmieścia jako uszkodzone (ponad 2500!). Uważny przechodzień jeszcze dziś dostrzeże wiele stempli na pękniętych ścianach z wyraźną datą z lat 50-tych. Aktywność górotworu powodowała osiadanie terenu (do 30 metrów na terenie niezabudowanym i do 7m w Śródmiejskiej zabudowie) Dla budownictwa, głównie mieszkaniowego, miało to fatalne skutki: pękanie ścian i kominów, nierównomierne osiadanie budynków, katastrofy budowlane. Wiele kilometrów dróg, linii kolejowych oraz wodociągów zostało zniszczonych. Na osiadającym terenie pojawiały się zalewiska przedostających się na powierzchnię wód gruntowych i powstała konieczność budowy i utrzymania przepompowni, które utrzymuje dziś gmina.

.....Od początku lat 50-tych istniał podmiot, który zarządzał miejskimi budynkami, było to przedsiębiorstwo państwowe - Miejski Zarząd Budynków Mieszkalnych. Jak dowiadujemy się ze strony obecnego Zakładu Budynków Mieszkalnych „większość budynków było zdewastowanych, tylko 30 % budynków było zarządzanych przez MZBM, aż 70 % budynków stanowiła własność prywatną oraz własność kopalń, hut i PKP. Środki finansowe na remonty i odbudowę były bardzo skromne, ponieważ pochodziły z budżetu państwa.” „Rozwój nastąpił po 1960 roku, po wejściu w życie Ustawy o gospodarce lokalowej, na podstawie której zwiększono opłaty lokalowe, a tym samym wzrosły dochody przedsiębiorstwa umożliwiające inwestycje w remonty i renowacje budynków.” Może nadejdzie taki dzień, że uda się komuś uzyskać wgląd w archiwum i dotrzeć do dokumentów świadczących o remontach (z których, jak sądzę wiele było fikcyjnych).

.....Teoretycznie, za likwidację szkód górniczych odpowiada kopalnia – sprawca. W praktyce wiele napraw było robionych byle jak i w sposób, który dziś nazwalibyśmy tymczasowym (lub kolokwialnie - „fuszerką”). Część szkód w ogóle nie było naprawianych. Dużo budynków było w takim stanie, że należało je natychmiast wyburzyć. W świetle dzisiejszych standardów można powiedzieć, że występował wtedy wyraźny konflikt interesów, bo jeśli kopalnia była właścicielem budynku, któremu wyrządziła szkodę, to oczywistym jest, że robiła wszystko jak najmniejszym kosztem (lub wcale), bo nie było siły, która wywierałaby na nią nacisk. Z pewnością bardzo ciekawą lekturą będą kopalniane archiwa, jeśli jeszcze istnieją.

.....W tym czasie dochodziło również do absurdów na miarę Barei, o czym donosi raport NIK z 2012 roku: „na terenie Bytomia znajdowało się 28 budynków mieszkalnych, będących własnością gminy, za które w latach 60, 70-tych XX wieku, w związku z ich złym stanem technicznym i brakiem możliwości przywrócenia do stanu pierwotnego, kopalnia, w ramach naprawy szkód górniczych, wypłaciła odszkodowania. Spośród ww. budynków, 16 jest nadal zamieszkałych, w tym w 10 budynkach bez zameldowania, a pozostałe są pustostanami. Wypłata odszkodowań za ww. budynki nastąpiła w trybie określonym w Dekrecie z dnia 6 maja 1953 r. zgodnie z którym, odszkodowanie pieniężne mogło być przyznane dopiero po wydaniu decyzji o rozbiórce uszkodzonego budynku. W związku z wypłatą odszkodowania, zakłady górnicze nie są już zobowiązane do zabezpieczania ww. budynków przed wpływami projektowanej eksploatacji, a tym bardziej do naprawy szkód będących jej skutkiem.”

.....Prężnie działający przemysł ciężki generował ogromne zanieczyszczenia środowiska naturalnego. Bytom był najbardziej zanieczyszczonym miastem dawnego województwa katowickiego. Miasto było również liderem w obszarze zachorowalności na nowotwory. Dość powiedzieć, że Huta Bobrek, (a następnie zakład powstały na jej gruzach) była jednym z największych trucicieli w kraju! Ten, kto miał wtedy „przyjemność” przejeżdżać obok huty, z pewnością do dzisiaj zapamiętał ten okropny smród, który ciągnął się w kierunku Szombierek. Ludzie nawet latem zamykali tam okna w domach, bo nie dało się tego wytrzymać. 
     Poza zakładami przemysłowymi, jakość powietrza w Bytomiu obniżana była przez niską emisję z licznych pieców węglowych użytkowanych przez mieszkańców. Ogromna liczba przedwojennych kamienic nie była podłączona do sieci ciepłowniczej, a w związku z ich dużą liczbą (szczególnie w Śródmieściu) problem narastał. Osoby żyjące w biedzie paliły (i palą nadal) różnymi śmieciami, które tylko zwielokrotniają emisję szkodliwych substancji. To na Śląsku padało najwięcej kwaśnych deszczy i to tutaj emituje się do dzisiaj największe ilości CO2.
     Niska emisja ma wpływ nie tylko na zdrowie ludzi, lecz także na kondycję zabudowy. ”Jeśli budynek jest otynkowany, siarka wgryza się w tynk, prowadząc stosunkowo szybko do jego kruszenia się i odpadania. Oprócz tego tynk szarzeje i z czasem pojawiają się czarne zacieki, które wyglądają nieestetycznie. (...) Elewacje ceglane również bardzo szybko się brudzą, a dodatkowo związki chemiczne wnikają w strukturę cegły, powodując niejednokrotnie jej kruszenie się. Jednak w ceramicznych elewacjach najbardziej cierpi zaprawa łącząca cegły. Wnikająca w nią siarka znacznie osłabia jej strukturę, ułatwiając wodzie deszczowej wypłukiwanie. Jest to przyczyną uszkadzania murów, co niejednokrotnie związane jest z ogromnymi
kosztami remontów.”

Przyczyny - po 1989 roku

.....Następnym ciosem dla miasta była likwidacja zwana „restrukturyzacją”, przemysłu ciężkiego. Zamknięto wszystkie huty i prawie wszystkie kopalnie. Porażające jest to, że „bytomskie kopalnie wytypowane do zamknięcia wybrano nie z tego powodu, że są najgorsze, lecz dlatego, że nie liczą się w sieci interesów śląskich magnatów węglowych (...) Żeby uzasadnić, że akurat te kopalnie trzeba zamknąć, sfałszowano dane”. To pociągnęło za sobą upadek prawie wszystkich firm z tej branży. Pracę straciło kilkadziesiąt tysięcy osób, a bezrobocie osiągnęło apogeum. Przez lata Bytom wypracował ogromny dochód, napędzając polską gospodarkę, a miasto miało z tego niewiele. Tak zwana „restrukturyzacja” nie przewidywała żadnych programów pomocowych dla miasta, które rząd pozostawił na pastwę losu. Społeczeństwo polskie spoza województwa śląskiego w mediach widziało protestujących górników, słyszało o ogromnych odprawach i miało tego zwyczajnie dość. Nawet dziś wiele osób zdziwi się, czytając ten artykuł. Nawiasem mówiąc, tysiące pracowników firm związanych z górnictwem, którzy stracili pracę, nie dostało ani grosza odprawy, ale o tym nie powiedziano w telewizji ani słowa.

.....Restrukturyzację” przetrwała jakimś cudem Kopalnia Centrum i Bobrek. Działalność tej kopalni doprowadziła w tym roku do trwałej ewakuacji 600 mieszkańców Karbia, których domy zostały zniszczone przez szkody górnicze. Kompania Węglowa podała również spis 650 budynków, na które wpływ będzie miała przyszła eksploatacja złóż. Część z nich znajduje się w Śródmieściu! Reakcja władz państwowych - wicepremiera i ministra gospodarki, Waldemara Pawlaka - pokazuje, że tak, jak za komuny, „węgiel ważniejszy niż człowiek”. Jak można mieć czelność powiedzieć, że „tu problemu nie ma”? Kopalnie nigdy nie rekompensowały w 100% czynionych szkód i to nie jest żadną tajemnicą. Wypowiedzi przedstawiciela Kompanii Węglowej pominę milczeniem. Oczekiwany Premier Donald Tusk wybrał mecz piłkarski zamiast wizyty w Bytomiu. Pomocy z budżetu państwa Bytom nie otrzymał.

.....Bezrobocie doprowadziło tysiące osób do skrajnej biedy (w roku 2005 wg. Dziennika Zachodniego było to ponad 13000 bytomian) i znacznego odpływu ludności. Opuszczone budynki poprzemysłowe oraz wyludnione kamienice zostały doszczętnie splądrowane z elementów metalowych i drewnianych. Takie procedery spotykają się z powszechną krytyką, jednakże warto zauważyć, że jeśli człowiek zostanie pozbawiony środków do życia, to instynkt samozachowawczy pchnie go do wszystkiego, również do tych złych rzeczy, aby takowe środki zdobyć. Pojawiła się większa liczba osób poszukujących w śmietnikach butelek i puszek. Ilość lokali z nieopłaconym czynszem rosła, a standard budynków spadał. Doświadczona przez górnictwo tkanka miejska, na skutek rosnącej biedy niszczała jeszcze bardziej.

.....W tym okresie trwały zmiany organizacyjne w poprzedniku dzisiejszego ZBM: „W latach 80-tych i 90-tych na skutek przemian polityczno – gospodarczych w kraju, nastąpiło wiele zmian, które w efekcie doprowadziły do powstania ZBM.” Sądzę, że opinia publiczna będzie bardzo ciekawa, jakim budżetem w przeliczeniu na 1 zarządzany budynek dysponowała spółka w roku 1990, a jakim w 1999, jeśli w ogóle jest to możliwe do ustalenia.

.....Początki gospodarki wolnorynkowej i stopniowy wykup miejskich nieruchomości przez prywatnych właścicieli zdawał się kierować los miasta na lepszy tor. Niestety, częstą praktyką było kupowanie zrujnowanych kamienic, licząc na to, że wkrótce się zawalą, albo że pojawi się nakaz wyburzenia, a wolny plac po takiej nieruchomości można było sprzedać za niezłą sumkę. W ten sposób z bytomskiego krajobrazu znikło sporo wartościowych budynków. Brak odpowiedzialności właścicieli nieruchomości to jedno, ale niedoskonałość prawa budowlanego, to kolejny powód złego stanu rzeczy. Kary nakładane na właścicieli ruin są śmieszne, nawet dla mnie, a co dopiero dla kogoś, kogo stać na kupno kamienicy. 500 lub 1000 zł kary taka osoba spokojnie wlicza sobie w koszty i to opłaca się bardziej niż liczony w setkach tysięcy złotych remont. Może warto lobbować o zmianę przepisów na takie, które skutecznie zniechęcą tych ludzi do takich praktyk? Czy któryś z bytomskich posłów pomyślał o tym? Nie chcę zgadywać...    

.....Innym problemem, wciąż aktualnym jest tzw. „nieuregulowany stan prawny” części nieruchomości który paraliżuje wszelkie działania w ich sprawie. Sztandarowym przykładem jest wspomniana wcześniej była mleczarnia Milkos przy ul. Smolenia, aczkolwiek w jej przypadku może zadziałać Wojewoda Śląski, lecz nie przejawił dotychczas takiej chęci. Próba uzyskania informacji publicznej na ten temat od PINB w Bytomiu okazała się nieskuteczna.
 

strona (1) (2) (3) (4) (5) (6)

zobacz artykuł z 2009 roku


| start | czytaj to! | spis budynków | galeria | klatki schodowe | wnętrza | Chorzowska 2 | ludzie |
 | po remoncie | wyburzone | filmy | krótko | media| FAQ | linki | autor |


© 2009-2015 Piotr Studziński |  www.ruiny.bytom.pl