BYTOM - miasto moje, a w nim...
część szósta - Miechowice, zakończenie

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)



Miechowice - pałac


Miechowice - pałac


Miechowice - pałac


Miechowice - pałac


Miechowice - pałac


Miechowice - Elsnera


Miechowice - Elsnera


Miechowice - teren po KWK


Miechowice - ul. Szyb Zachodni


Miechowice - ul. Szyb Zachodni

 

autor: Piotr Studziński
pierwsza publikacja: 2 września 2009
ostatnia modyfikacja tekstu (uzupełnienie): 28 listopada 2009
zdjęcia wykonane między 10 maja 2009, a 21 stycznia 2010

Był w Bytomiu zamek, były ratusze, były i pałace...

Kończąc wędrówkę bytomskim szlakiem zniszczeń, nie można pominąć dzielnicy Miechowice, a przede wszystkim znajdującego się tam Pałacu Wincklerów z początku XIX wieku. W zasadzie jest to niewielki fragment dużego kompleksu, który jako jedyny przetrwał do dziś. Obiekt unikatowy w skali śląskiej, na pewno. Od lat w ruinie, wydawać by się mogło, że zapomniany. Wypada „podziękować” w tym miejscu Armii Czerwonej, która walnie przyczyniła się do jego zniszczenia. Zapewne pałac ten stwarzał dla nich realne zagrożenie... Swoje „trzy grosze” dołożyła też władza PRL. Zabytek położony jest w ładnym miejscu, na granicy parku i doskonale nadawałby się, na przykład na ładną, stylową restaurację lub na inną, być może bardziej ambitną inwestycję. Tymczasem ogrodzony jest niekompletnym płotem i to by było na tyle. Co ciekawe, sporo mieszkańców miasta nie wie o jego istnieniu.

Ze starych Miechowic niewiele już zostało. Z dawnej KWK Miechowice, z którą bardzo silnie identyfikują się mieszkańcy tej ziemi, jeszcze mniej. W świetle takiej sytuacji, jakże cenne, ze względu na wartość historyczną wydają się być zabudowania dawnego Szybu Zachodniego przy ulicy o tej samej nazwie, tuż przy granicy z Zabrzem. O ile zdewastowany budynek, w którym fizycznie znajdował się szyb nie powala na kolana swoją bryła, o tyle ceglana zabudowa maszynowni, przypominająca trochę siłownię Huty Bobrek, robi wrażenie. Porośnięty zielskiem ohydny betonowy płot i niektóre wybite okna nie są jednak w stanie odwieść mnie od zgodnej z wieloma entuzjastami dawnej architektury industrialnej opinii, że tego typu obiekty należy otoczyć szczególną troską, bo czasy, w których budowano pięknie i funkcjonalnie dawno minęły. Jest to jedno z nielicznych świadectw przeszłego stanu rzeczy.

Niedaleko kapliczki na Górze Gryca, z dala od ciekawskich oczu przechodniów położona jest rzadko spotykana budowla, pozostałość po magazynach branży spożywczej. Betonowy obiekt wkomponowany we wzgórze, którego boki i dach przykryte są powierzchnią leśną służy obecnie za śmietnisko. W środku, między dużą liczbą filarów podtrzymujących strop nie ma już nic prócz gruzu i szkła, które gęsto pokrywają posadzkę. Dobrze byłoby zamurować wejście, bo może to nie być zbyt bezpieczne miejsce.

Nie istnieje prosta recepta na to, aby Bytom powstał z kolan

Bytom to miasto z potencjałem, ale od samego potencjału nie wypięknieje. Na wyremontowanie wszystkich kamienic potrzebna jest astronomiczna, jak na polskie warunki kwota i nie oszukujmy się, nie da się jej zgromadzić przez jeden rok, czy nawet pięć lat, bez względu na to, która partia polityczna będzie sprawować władzę. Ten, kto wymaga natychmiastowego remontu całego miasta, jest najwyraźniej niespełna władz umysłowych. Można pozazdrościć niemieckiemu Goerlitz bogatego  filantropa, który każdego roku, anonimowo, od lat przeznacza sporą sumę pieniędzy na odnowienie zabudowy miasta. Szkoda, że naszym miastem nie zainteresowała się dotąd taka osoba. Kamienice to jedna strona bytomskiego medalu, drugą są dawne tereny przemysłowe po kopalniach lub hutach. Jak bumerang powraca cały czas kwestia finansowania rewitalizacji tych terenów. Władze samorządowe żalą się na brak środków. Z jednej strony Bytom - według niektórych, wydaje się obiektywnych źródeł - jest liderem w wykorzystywaniu funduszy unijnych, ale jak można przeczytać w śląskiej prasie[21] miliony euro dotacji z Unii Europejskiej pozostają niewykorzystane i mogą przepaść bezpowrotnie, co byłoby skandalem i wstydem dla całego regionu, w tym Bytomia.

Każde miasto posiada plany dotyczącego jego rozwoju i rewitalizacji, jeśli takowa jest konieczna. „Ratusz” opublikował kilka interesujących dokumentów. Ich tematyka we fragmentach jest zbliżona. Pierwszym obszernym dokumentem, na który natrafiłem jest „Strategia rozwoju Bytomia na lata 2001 – 2015”, kolejnym „Plan rewitalizacji i rozwoju śródmieścia (ReRoŚ)”, dalej „Program rewitalizacji społeczno – ekonomicznej wybranych obszarów miejskich i terenów poprzemysłowych dla Gminy Bytom na lata 2004 – 2015”. Polecam lekturę celów, które miały zostać zrealizowane w tym okresie. W 2007 roku przyjęto ponad stustronnicowy „Lokalny program rewitalizacji miasta Bytomia na lata 2007 – 2020”. Warto nadmienić, że w kwestii ratowania zabudowy zabytkowej treść wiele się nie zmieniła, ale okres realizacji wydłużył się o 5 lat. W maju 2009 roku ekipa rządząca miastem przyjęła „Strategię Rozwoju Bytomia na lata 2009 – 2020”. Dobrze by było, aby korzystać z planów poprzedników. Nie posuniemy się naprzód, jeśli każda kolejna ekipa, będzie tworzyć ten sam plan od nowa, przesuwając granice realizacji.

Planów sporo i można się w nawale obszernej treści pogubić. Warto uważnie przeczytać zawarte tam informacje i zapamiętać na przyszłość. Po jakimś czasie wrócić do jawnego dokumentu i skonfrontować z rzeczywistością, bo są to oficjalne pisma, które nie powinny być tylko elementem kampanii wyborczej i rozgrywki politycznej w stylu: „kto da więcej?”. Z zawartych tam słów należy władzę rozliczać. Przydałaby się informacja o realności wykonania danej inwestycji, która w niektórych przypadkach wydaje się bardzo chwiejna – na przykład odnowa zabytków w Bobrku, o czym była już mowa w 2001 roku. Mamy koniec roku 2009 i cóż tam się zmieniło na lepsze przez 8 lat?!

Nie istnieje prosta recepta na to, aby Bytom powstał z kolan i nic nie da ciągłe pastwienie się nad przeszłą działalnością władz miasta (i nie mam na myśli obecnej władzy, bo tej kadencja wciąż trwa). Nie jestem cudotwórcą i nie znam złotego środka na bytomskie kłopoty. Istnieją jednak ludzie, których pracą jest odnajdywanie tego rodzaju rozwiązań i o tym należy pamiętać. Jako mieszkaniec Bytomia chciałbym, żeby korzystano z jego potencjału, a nie tylko zauważano, że takowy istnieje. Bytom może być ciekawym turystycznie ośrodkiem, tak jak mogą nimi być miasta niemieckiego Zagłębia Ruhry, czy nasz bezpośredni sąsiad -  Zabrze. Oczywistym jest, jaki rodzaj turystyki mam na myśli.

Co dalej?

Oczywiście, wyremontowane ulice Śródmieścia na pewno będą cieszyć oczy odwiedzających miasto, ale zrewitalizowane zabytkowe osiedla robotnicze przy hucie Bobrek i Kolonia Zgorzelec mogłyby stać się prawdziwą atrakcją. Wspomniane lokomotywownie przy ulicy Brzezińskiej czy w Karbiu, jako muzea techniki kolejowej również. Przecież tutaj było najwięcej kopalń przypadających na jedno miasto w skali ogólnopolskiej! Dlaczego tego nie wykorzystać, tworząc swego rodzaju muzeum wydobycia węgla kamiennego w którymś z ocalałych budynków po KWK Rozbark? Gdzie indziej miałaby taka instytucja większą rację bytu? Kto, jak nie bytomianie mogą mieć o węglu większe pojęcie? Być może warto zainteresować się podobnym pomysłem dotyczącym hutnictwa? Co więcej, powyższe inwestycje pozwoliłyby zachować pamięć o zanikającym dziedzictwie miasta, z którym utożsamia się wielu jego obecnych mieszkańców. To są poważne atuty, szkoda byłoby je zmarnować.

Istnieją fakty, które są obiektywnie niepodważalne, a ludzi może jedynie różnić ich interpretacja. Widząc zniszczone kamienice Bytomia, ktoś może powiedzieć, że są to piękne, bardzo wartościowe architektonicznie budynki, tylko przez lata zaniedbane; inny może stwierdzić, że są brzydkie, bo są brudne, odrapane i chylą się ku ruinie - i obie osoby mają rację. Smutny fakt pozostaje jednak niezmienny – te kamienice są bardzo zaniedbane i jakkolwiek piękne mogą się wydawać, wkrótce może ich zabraknąć w bytomskim krajobrazie i nie będzie czego podziwiać. Nieuczciwym byłoby pominięcie istotnego faktu z obecnego życia miasta, a mianowicie tego, że ilość równoczesnych remontów starych budynków (nie wnikając w kwestie własności) może budzić pozytywne zaskoczenie. Oby tendencja tego rodzaju działań była wzrostowa w kolejnych latach i oby wybierano te najwartościowsze, a niekoniecznie najłatwiejsze w odnowie budynki.

Kończąc moją obszerną relację, muszę wspomnieć o ważnej rzeczy. W mojej opinii, aby Bytom jak najszybciej dogonił atrakcyjniejsze obecnie miasta w Polsce i Europie, niezbędna jest pomoc mieszkańców miasta. Być może „czyn społeczny” źle nam się kojarzy z uwagi na czasy, w których mówiono o nim najwięcej, ale jest to rzecz istotna. Myślę, że szalenie ważnym obowiązkiem miasta jest maksymalizacja wykorzystania darmowego potencjału drzemiącego w mieszkańcach – ich chęci, zapału i gotowości poświęcenia własnego czasu. Istnieją inicjatywy (vide GKW), w których każdy z nas może pomóc. Można utworzyć kolejne. Miasto powinno dołożyć wszelkich starań w zakresie koordynacji takich projektów. Przykładowo, można w widocznym miejscu na oficjalnej stronie Bytomia utworzyć zakładkę „pomóż miastu!” i udostępnić informacje oraz dane kontaktowe do poszczególnych podmiotów. Miasto mogłoby objąć patronatem cykliczne sprzątanie swojego terenu. Fotograficzna dokumentacja takich prac – dostępna na powyższej stronie - mogłaby zachęcić innych. Być może radni - którzy ślubowali „obowiązki radnego sprawować godnie, rzetelnie i uczciwie, mając na względzie dobro swojej gminy i jej mieszkańców[22]” braliby udział w takich projektach, zachęcając innych? Skoro nie ma pieniędzy, wykorzystajmy to, co jest za darmo!

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)


| start | czytaj to! | spis budynków | galeria | wnętrza | Chorzowska 2 | ludzie | po remoncie | wyburzone |
 | filmy | krótko | media | księga gości | FAQ | linki | informacja |


© 2009-2011 Piotr Studziński |  www.ruiny.bytom.pl