BYTOM - miasto moje, a w nim...
część czwarta - Rozbark, Łagiewniki, Bobrek

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)



Rozbark - dawna kopalnia


Rozbark - ul. Sienna


Rozbark - ul. Brzezińska


Łagiewniki - Kolonia Zgorzelec


Łagiewniki - Kolonia Zgorzelec


Bobrek- siłownia Huty Bobrek


Bobrek - osiedle hutnicze


Bobrek - ul. Konstytucji


Bobrek - ul. Stalmacha


Bobrek - ul. Stalowa

autor: Piotr Studziński
pierwsza publikacja: 2 września 2009
ostatnia modyfikacja tekstu (uzupełnienie): 28 listopada 2009
zdjęcia wykonane między 10 maja 2009, a 21 stycznia 2010

Kolejne miejsce w naszym mieście, które winno być zachowane dla potomnych.[14]

Poza centrum miasta, nie sposób pominąć w tym artykule innych terenów, którym do reprezentacyjnych daleko. Upadek Huty Zygmunt w Łagiewnikach czy likwidacja Huty Bobrek w Bobrku niewątpliwie przyczyniły się do degradacji tych dzielnic, o skutkach ekonomiczno-społecznych nie wspominając. Część terenu po powstałej w 1857, a zlikwidowanej w 2000 roku Hucie Zygmunt to gruzy, część jest w ruinie i straszy z daleka. Inne obiekty przejęło kilka firm i prowadzi tam swoją działalność. Jeszcze do niedawna istniało osiedle przy ulicy Kolonia Zygmunt, dziś pozostały tylko ślady uprzątniętych gruzów i bodajże jedna kamienica. „Ładny widok” z okien swoich ceglanych domostw mają mieszkańcy kilku familoków (wielorodzinnych domów z cegieł przeznaczonych dla robotników i ich rodzin) położonych na uboczu, przy ulicy Szyby Rycerskie – ruiny wieży wodnej z towarzyszącymi zgliszczami dawnych zabudowań należących do huty i „uroczym” napisem w iście bytomskim stylu: „WSTĘP WZBRONIONY, GROZI ŚMIERCIĄ”. Miejsce niezabezpieczone w żaden inny, poza wspomnianym napisem, sposób.

Nie dalej jak 1000 metrów na północ od byłej Huty Zygmunt, w pobliżu Zakładów Gumowych położone są tereny po byłej KWK Łagiewniki, w 1971 roku włączonej do KWK Rozbark. Jest to spory, silnie zdegradowany obszar, a jego rewitalizacja z całą pewnością pochłonie gigantyczne pieniądze. Do dziś istnieją tu dwa zbiorniki osadowe wypełnione jakąś cieczą (nie mylić z wodą). Przebywając w tym miejscu, należy zachować szczególną ostrożność i patrzeć pod nogi, aby nie wlecieć do jednej z otwartych studzienek kanalizacyjnych. Zbaczając kawałek dalej z asfaltowej drogi, natrafimy na betonowe gruzy dawnych zabudowań, które powoli wchłania las. Nad zarośniętymi nieużytkami dominuje dwukondygnacyjny żelbetonowy szkielet sporego budynku. Wstęp niczym nieograniczony, na jednym z filarów widoczna fizyczna ingerencja poszukiwacza złomu, który na swoje zapewne szczęście zrezygnował jednak z jego „odzyskania”. Rzut kamieniem od wspomnianej konstrukcji, wśród jabłoni dogorywa kilka wyszabrowanych niemalże do zera budynków. Najbliższa okolica to wielkie wysypisko śmieci wszelkiego rodzaju. Co jakiś czas przyjeżdżają tu samochody oraz krzątają się ludzie w celach dalekich od turystycznych lub rekreacyjnych. Nieco dalej, w kierunku widocznego na horyzoncie Szybu Krystyna, w dolinie Bytomki znajdują się resztki ceglanego budynku kopalni, chronione przed ciekawskimi przez dosyć strome zbocza. Chyba miną długie lata, zanim teren ten uzyska nowe przeznaczenie.

Najsmutniejsze, w mojej opinii jest to, co stało się z położoną nieopodal Kolonią Zgorzelec. Osiedle robotnicze, powstałe w latach 1897-1901, które w roku 1994 wpisane zostało do rejestru zabytków (strefa „A”) to - według słów naszego Prezydenta Miasta, Piotra Koja: „kolejne miejsce w naszym mieście, które winno być zachowane dla potomnych. Wśród ponad 30 budynków, tylko 1/3 jest wyremontowana. Około 1/3 - bez lokatorów, pozbawiona stałego nadzoru, pada niestety łupem złodziei i czasu.”[14] Cieszy takie spostrzeżenie pana Koja. Osamotniona kolonia, ulokowana w pobliżu granicy z Rudą Śląską, położona jest w bardzo ładnej krajobrazowo części Bytomia. Te ciche i spokojne miejsce nieopodal doliny rzeki Bytomki - która notabene czystością niestety nie grzeszy, co nie dziwi, skoro niektórzy robią sobie z niej śmietnik![15] - byłoby świetną oazą odpoczynku po całym dniu pracy. Wyremontowane przez miasto chodniki i dobrze utrzymane trawniki cieszą oko, ale to przecież powinno być coś zupełnie normalnego. Mimo, że osiedle familoków nie jest rozległe, wciąż aktualny jest problem jego rewitalizacji. Jak mogłoby wyglądać, możemy przekonać się, oglądając część wyremontowanych budynków, na co fundusze pochodziły z... darowizny niemieckiej Wohnungsgesellschaft Recklinghausen i IBA Emscher Park GmbH w kwocie jednego miliona marek niemieckich. Według słów mieszkańca Zgorzelca: „miasta to nie obchodzi i nie będzie tu inwestować”. Administracji bytomskiej celem pierwszorzędnym Kolonia Zgorzelec nie jest. Zresztą, nie ma co się dziwić, skoro centrum miasta, które odwiedza masa ludzi, wygląda tak, a nie inaczej.

„Wychowani w kominowym smrodzie, który pachnie mi od bajtla, choć krajobraz trochę inny niż opisywany w bajkach.[23]

Wspomniałem wcześniej o Hucie Bobrek, jednej z najstarszych (1856 rok) polskich hut, która niegdyś dawała życie całej dzielnicy, zatrudniając w latach 70-tych - w szczytowym okresie działalności - 5000 pracowników.[16] Po ogłoszeniu upadłości w 1994 roku, jej majątek był systematycznie rozkradany przez okolicznych mieszkańców. Dziś, wydaje się, że jej rozległe tereny, na tyle, na ile idzie to ocenić z perspektywy dostępnej dla każdego, nie wzbudzają nadziei. Część zabudowań przemysłowych już rozebrano, cześć prowadzi – jak się wydaje – skazaną na porażkę walkę z grawitacją. Dawna karbidownia stanowi dziś wielkie, niezabezpieczone gruzowisko, gdzie łatwo przypadkowo wpaść w piwniczne pomieszczenia. Całe szczęście, że w 1984 roku na listę zabytków (strefa „A”) wpisano neorenesansowy budynek siłowni, powstały w latach 1900 – 1907, dzięki czemu istnieje szansa, że przetrwa on postępujący kataklizm, który dotknął dzielnicę. Ceglana budowla z wielkimi, łukowatymi oknami, których szyby przebił już niejeden kamień, wymaga – zapewne kosztownego – remontu. Marzy mi się, aby powstało tam muzeum hutnictwa, wraz z ekspozycją dotyczącą historii dzielnicy, lecz czy te marzenie ma jakiekolwiek szanse się spełnić? Chciałbym w to wierzyć.

Obszar dzielnicy Bobrek znajduje się w strefach ścisłej i częściowej ochrony konserwatorskiej oraz ścisłej ochrony krajobrazu, a do rejestru zabytków wpisanych zostało około 110 obiektów! W bezpośrednim sąsiedztwie huty wybudowano w latach 1907 – 1912 osiedle „familoków” w stylu historyzmu z elementami modernizmu oraz funkcjonalizmu. „Nowa kolonia robotnicza”, bo taką nosi nazwę, została wpisana do rejestru zabytków. W obiegowej opinii większości bytomian, Bobrek jest najgorszą – co zapewne jest synonimem słowa „najbiedniejszą” – dzielnicą miasta. Chodzenie po „dzielnicy cudów” z aparatem nie jest dobrym pomysłem, co raczyła mi wykrzyczeć w niezbyt wyszukanych słowach jedna z rezydentek domu przy ulicy Wytrwałych. Cóż, być może na jej miejscu zachowałbym się podobnie? W czasach prosperity Huty Bobrek, wjeżdżając do tej części miasta z Karbia, ulicą Konstytucji, nie dało się wytrzymać smrodu dymu wydobywającego się z hutniczych kominów, których wyziewy przekraczały wielokrotnie wszelkie normy ekologiczne. Dziś tego problemu nie ma, istnieją za to inne. Wspomniane zabytkowe osiedle niszczeje, jak i cała dzielnica. Stoi tu kilka całkowicie zniszczonych domów, a w dużej liczbie pozostałych występują poważne braki w stolarce okiennej i ubytki elewacji. Dochodziło tu do przypadków kradzieży dachów tamtejszych domów, co przekracza ludzkie pojęcie. Niektórzy desperaci kradli dach kamienicy, w której sami mieszkali...[17] Na tyłach ulicy Żwirowej, na pograniczu Bobrka i Szombierek, w przemysłowych ruinach czas spędzają dzieci. Nie boją się one wchodzić do ich wnętrza i wspinać się po ścianach. Zastanawiam się, jaki jest sens wyburzania ciekawej zabudowy na terenach dawnych kopalń, a utrzymywaniu tego typu zupełnie bezużytecznych obiektów? W jakiś sposób miasto powinno wygospodarować pieniądze na rozbiórkę tych zabudowań i nie ma tutaj miejsca na dyskusje.

„To, że nie jesteś kimś, nie znaczy, że jesteś nikim![24]

Rejony ulic Pasteura i Stalowej, które graniczą z terenem huty, wołają o pomstę do Nieba. Z okien tamtejszych familoków – a nie we wszystkich budynkach odnajdujemy tego rodzaju „luksus” - roztacza się przygnębiający widok na przykre następstwa restrukturyzacji przemysłu ciężkiego. Rezydenci tych ulic patrzą bezpośrednio na pozostałości dawnego giganta hutniczego. Betonowe ogrodzenie zakładu bądź zostało „zdemontowane” przez wysoko wykwalifikowanych w tym rzemiośle miejscowych specjalistów, bądź znajduje się w rozsypce, a resztki gruzów walają się po ulicy. Po drugiej jego stronie rozciąga się krajobraz przypominający stan klęski żywiołowej: zwały betonowych gruzów i ziemi z ruinami zabudowań przemysłowych w tle. Polecam udać się na sąsiadującą z Pasteura ulicę Noskowskiego i przejść do końca, za zrujnowany, szary, pohutniczy budynek (do którego można bez problemu wejść i co ludzie czynią), a następnie zwrócić się twarzą w stronę Stalowej i popatrzeć przez chwilę na tą przestrzeń. „Można rzec: kara bez winy. Los urządza sobie kpiny, a oni dają radę.”[23] – komentując słowami bytomskiego rapera. Gdybym codziennie, dzień w dzień, wstając rano z łóżka i wracając po pracy do domu, oglądał ten obraz, z pewnością nabawiłbym się depresji lub innej choroby psychicznej. Czy to są godne warunki życia w XXI wieku?! Jeśli ktoś tak uważa, proszę iść w te rejony i powiedzieć to tamtejszym ludziom. Powodzenia! Zapewne wyrażą oni „zrozumienie”...

Szkoda tych terenów, bo można tu znaleźć naprawdę ciekawe budynki, jak na przykład ten przy ulicy Piecucha 10, który z pewnością godnie prezentowałaby się w samym centrum miasta. Ciekawym miejscem w Bobrku jest Plac Drzymały ograniczany kamienicami przy ulicach Pasteura, Stalowej, Piecucha i Konstytucji. W jego wschodniej części stoi drewniany kościółek ewangelicki, który jest ewenementem w skali bytomskiej i nadaje temu miejscu wyjątkowego klimatu. Niestety, nie jest zaskoczeniem, że obiekt ten znajduje się w kiepskim stanie – część okien jest wybita, zasłonięta kartonami; połowa dachu po północnej stronie przykryta jest niebieską folią, a jego drewniane deski gdzieniegdzie pokrywają białe - zdarza się, że wulgarne - napisy. Może do Nikiszowca temu miejscu daleko, ale wyremontowane, byłoby nie lada atrakcją, a tak, widać jedynie kontrast między brudną cegłą, a jaskrawymi kolorami elementów ładnego placu zabaw położonego w samym sercu omawianego kwartału. Po drugiej stronie placu, na skwerze przy ulicy Piecucha znajdują się resztki dużej fontanny, która kiedyś musiała się fantastycznie prezentować, a dziś można jedynie zapłakać nad jej losem.

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)


| start | czytaj to! | spis budynków | galeria | wnętrza | Chorzowska 2 | ludzie | po remoncie | wyburzone |
 | filmy | krótko | media | księga gości | FAQ | linki | informacja |


© 2009-2011 Piotr Studziński |  www.ruiny.bytom.pl