BYTOM - miasto moje, a w nim...
część trzecia - Śródmieście, Rozbark

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)

 

Centrum - ul. Powstańców Warszawskich


ul. Smolenia, dawna mleczarnia


Centrum - ul. Smolenia


Centrum - ul. Smolenia


Centrum - ul. Wałowa


Centrum - ul. Wałowa


Centrum - ul. Piekarska


Centrum - ul. Piekarska


Centrum - ul. Żeromskiego

 

autor: Piotr Studziński
pierwsza publikacja: 2 września 2009
ostatnia modyfikacja tekstu (uzupełnienie): 28 listopada 2009
zdjęcia wykonane między 10 maja 2009, a 21 stycznia 2010

Śródmieście posiada wiele budynków wpisanych do rejestru zabytków[12],a duża jego część objęta jest ścisłą ochroną konserwatorską – jest to tzw. Strefa „A” Zabytki te znajdują się w różnym stanie i tu warto oddać się lekturze ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Zgodnie z literą artykułu 4 tajże ustawy, organy administracji publicznej powinny: „zapobiegać zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla wartości zabytków; udaremniać niszczenie i niewłaściwe korzystanie z zabytków; przeciwdziałać kradzieży, sprawować kontrolę stanu zachowania i przeznaczenia zabytków[13]”. Artykuł 5 mówi natomiast, że właściciel zabytkowej nieruchomości ma obowiązek: „zapewnienia warunków naukowego badania i dokumentowania zabytku; prowadzenia prac konserwatorskich, restauratorskich i robót budowlanych przy zabytku; zabezpieczenia i utrzymania zabytku oraz jego otoczenia w jak najlepszym stanie; korzystania z zabytku w sposób zapewniający trwałe zachowanie jego wartości; popularyzowania i upowszechniania wiedzy o zabytku oraz jego znaczeniu dla historii i kultury.[13]” Warto zwrócić uwagę na to, czy realizuje się wskazane przepisy w naszym mieście.

W tym miejscu nie sposób przemilczeć mordu na bytomskich zabytkach. Chyba najbardziej bolesnym była idiotyczna koncepcja „przewietrzenia miasta” zrealizowana – przy niemałym proteście społecznym – w 1981 roku. W jej wyniku w zrównano z ziemią 23 (dwadzieścia trzy) kamienice przy Placu Kościuszki, a część ich cennych detali architektonicznych znikła bezpowrotnie.

Uwaga! Grozi zawaleniem! Wstęp wzbroniony!

Kontynuując bytomską wędrówkę, trafiłem na zupełnie niezabezpieczone, sporych rozmiarów ruiny dawnej – akurat nie zabytkowej - mleczarni w podwórku przy ulicy Smolenia. Doprowadzają one obserwatora do rozpaczy. Do wnętrza betonowych szkieletów może wejść każdy i nie sądzę, aby popularny w Bytomiu napis „GROZI ZAWALENIEM” odwiódł chętnych od tego rodzaju pomysłów. Widok do złudzenia przypominający Prypeć, wyludnione ukraińskie miasto, którego ludność ewakuowano po awarii elektrowni atomowej w Czarnobylu. Eksplozja bomby lotniczej wyrządziłaby chyba mniejsze szkody. Ciekawe, ile czasu minie, zanim komuś stanie się krzywda, zanim coś spadnie jakiemuś dzieciakowi na głowę? A może już coś takiego się stało? Czy to w ogóle kogoś jeszcze obchodzi?

Częstokroć rozlatujące się rudery sąsiadują z czynnymi jeszcze kamienicami, również w nienajlepszym stanie. Ewentualne zawalenie się tych pierwszych naruszy konstrukcję tych drugich i to jest poważny problem. Osoby zamieszkujące przy ulicy Piekarskiej, z którymi miałem okazję porozmawiać, opowiedziały mi co nieco na temat życia w takich miejscach. Nie wiem, na ile ich słowa pokrywały się z prawdą, ale nie mam powodu, aby im nie wierzyć. Nie miały one żadnego interesu w tym, aby kłamać. Obie osoby opowiedziały mi o śmierci w ruinach, w tym dzieci. Licznych uszkodzeniach ciała. O bezwzględnej przemocy, którą rodzi bieda. Jedna z nich przedstawiła mi historię swojego życia i sposoby na przetrwanie w skrajnej nędzy. Bardzo rozmowny i zachowujący pogodę ducha - mimo swojej ciężkiej sytuacji - mężczyzna w średnim wieku, podzielił się kilkoma tajemnicami z życia ulicy.

Bezdomni zajmują pustostany oraz ruiny, nawet te z zamurowanymi wejściami, które nie są żadną przeszkodą – jak się okazuje, „dla chcącego, nic trudnego”. Jeśli wyrzuca się ich z jednego budynku, znajdują kolejny i tak w kółko. Monotonna egzystencja. Widząc, że robię zdjęcia, pani z ulicy Żeromskiego zachęciła mnie do wejścia na klatkę schodową. Podczas krótkiej rozmowy podzieliła się ze mną swoimi (oraz mieszkańców) problemami, które związane są z mieszkaniem w zaniedbanej kamienicy. Głównym zmartwieniem tej jakże sympatycznej osoby były sypiące się na głowę elementy stropu, które zagrażają zdrowiu (a może i życiu) mieszkańców. Zapewne nie jest to odosobniony przypadek.

Wjeżdżających do Bytomia ulicą Chorzowską, powinien witać znak „UWAGA! TEREN ZRUJNOWANY. GROZI ZAWALENIEM”, a pod nim tabliczka „BROŃ BOŻE NIE ROBIĆ ZDJĘĆ!”. Po lewej stronie nie sposób nie zauważyć ruin zlikwidowanej w 2004 roku Kopalni Rozbark, w której niegdyś pracowało 6000 górników. Zachowało się jeszcze trochę wartościowej zabudowy, oby tylko nie runęła, zanim ktoś raczy ją odnowić i wykorzystać. Polecam spacer wzdłuż terenu kopalni, poczynając od ulicy Tuwima. Refleksje na temat 20 hektarów pokopalnianych nieużytków nie będą pozytywne. Na jej teren może wejść każdy, bo ogrodzenie – tam, gdzie istnieje – jest niekompletne, natomiast od tyłu nie ma go wcale. Co prawda na terenie pracuje ochrona, ale odniosłem wrażenie, że nie jest w stanie zabezpieczyć całego terenu. Właścicielem terenu jest miasto i to miasto powinno zadbać o prawidłowe ogrodzenie tego miejsca. Sprawiedliwie trzeba nadmienić, że większość zniszczeń powstało podczas administracji Spółki Restrukturyzacji Kopalń. Niedawno pojawił się pomysł, aby na dużej części działki po KWK Rozbark utworzyć ogród, co moim zdaniem mogłoby pozytywnie wpłynąć na postrzeganie miasta zarówno przez jego mieszkańców jak i gości. Niewykorzystany dziś areał, mógłby znowu tętnić życiem. Znając jednak tempo realizacji bytomskich „inwestycji” oraz ilość niespełnionych obiecanek, polecam nie popadać w huraoptymizm.

„Zaprasza Bytom”

Naprzeciw kopalni, po drugiej stronie ulicy Chorzowskiej i ograniczony ulicą Siemianowicką, znajduje się rzadko raczej odwiedzany skrawek dzielnicy Rozbark, który tworzą leciwe zabudowania ulic Pszczyńskiej, Kopalnianej i Siennej. Niesamowite, że tuż obok głównej arterii miasta istnieje tak spokojne miejsce. Jakby wyludnione. Dawna własność KWK Rozbark, domy przy ulicy Siennej, jakby zapomniane, czekają na inwestora. Chyba i tutaj pojawiło się światełko w tunelu, ponieważ jeden z zupełnie zrujnowanych budynków - brak stolarki okiennej, zamurowane okna, zdewastowane podwórze - jest obecnie remontowany, co jest dla mnie sporym, pozytywnym zaskoczeniem. Pozostałe kamienice, szczególnie te z numerami 4, 6 i 12 są bardzo zaniedbane. Biegnąca nieopodal ulica Pszczyńska to obraz zbliżony to Siennej, aczkolwiek zabudowa tutaj jest mało zwarta. W oczy rzuca się jednopiętrowa ruina - zostały już tylko ściany i dach - tuż przy drodze. W jej bezpośrednim sąsiedztwie dzikie wysypisko śmieci. Widok przykry.

Nieco dalej, w kierunku centrum, u zbiegu ulic Katowickiej i Chorzowskiej stoi największa lub jedna z największych kamienic w mieście, z całą pewnością jedna z bardziej wartościowych architektonicznie, w ruinie, niestety. Chętnego na jej odrestaurowanie jak nie było, tak nie ma, mimo że prywatnemu właścicielowi miasto pomaga szukać inwestora. Obserwując ten budynek od strony ulicy Katowickiej, jakże przewrotnie wygląda napis reklamowy po prawej stronie: „Zaprasza Bytom”. Idąc dalej ulicą Witczaka, warto po paruset metrach skręcić w prawo w jedną z ulic: Brzezińską, Musialika lub Alojzjanów, by przekonać się, że i tutaj sypie się praktycznie co drugi budynek, a zdarza się, że spod odpadającego tynku, na ścianach wielu z nich pojawiają się po latach z powrotem niemieckie napisy, co swoją drogą jest interesującą ciekawostką. Szczególną uwagę zwraca spory, trzypiętrowy, ceglany gmach opuszczonej szkoły przy ulicy Musialika. Sypiący się dach, zniszczone okna, zawalone kondygnacje pięter, martwe asfaltowe boisko szkolne, porośnięte krzewami i chwastami tyły szkoły – dramat.

Potencjalnie największą atrakcją tej części Rozbarku powinna być stara lokomotywownia, gdzie kiedyś było muzeum, niestety obecnie zamknięte, a jego zabudowania niszczeją. Szkoda. Raczej ponure wrażenie, kolejny raz, można odnieść, przekraczając granicę miasta na ulicy Siemianowickiej. Patrząc na gołe, opuszczone mury czteropiętrowych bloków z wielkiej płyty, po prawej stronie, ponownie przychodzi mi na myśl porównanie z Prypeciem. Z czterech, czy pięciu bloków jeden pozostaje nieogrodzony i w żaden sposób niezabezpieczony, reszta uzyskała solidny metalowy płot i... na tym się skończyło. W Bytomiu brakuje mieszkań, może inwestor wykorzysta ten fakt?

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)


| start | czytaj to! | spis budynków | galeria | wnętrza | Chorzowska 2 | ludzie | po remoncie | wyburzone |
 | filmy | krótko | media | księga gości | FAQ | linki | informacja |


© 2009-2011 Piotr Studziński |  www.ruiny.bytom.pl