BYTOM - miasto moje, a w nim...
część druga - Śródmieście

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)



Centrum - ul. Piłsudskiego


Centrum - ul. Piłsudskiego


Centrum - ul. Piłsudskiego


Centrum - ul. Piłsudskiego


Centrum - ul. Piłsudskiego


Centrum - ul. Kwietniewskiego


Centrum - ul. Kwietniewskiego


Centrum - ul. Kwietniewskiego


Centrum - ul. Kwietniewskiego


Centrum - ul. Kwietniewskiego

autor: Piotr Studziński
pierwsza publikacja: 2 września 2009
ostatnia modyfikacja tekstu (uzupełnienie): 28 listopada 2009
zdjęcia wykonane między 10 maja 2009, a 21 stycznia 2010

Z całą pewnością miastu nie pomogły wieloletnie szkody górnicze, które nieraz skuteczniej radziły sobie z domami, niż ostrzał artyleryjski. Nie pomogła też działalność biedniejszej części bytomskiej społeczności, która wynosiła z opuszczonych – i nie tylko - budynków, co tylko się dało, głównie elementy metalowe i drewniane, osłabiając bezlitośnie ich konstrukcję. Lata dziewięćdziesiąte i późniejsze to bez wątpienia czas prosperity dla złomiarzy. A może biedy w tym mieście nie było i nie ma?

Niegdyś bytomianie nie wiedzieli, co robić z pieniędzmi, teraz wielu z nich nie wie, skąd je wziąć, w tym administracja miasta.

Widać to gołym okiem w Śródmieściu, chodząc głównymi ulicami. O wiele gorzej jest, gdy wejdzie się w podwórka. Większość ludzi w ogóle tam nie zagląda z powodu strachu czy braku zainteresowania. W swoich bytomskich wędrówkach zajrzałem także tam. Skupiłem się na najbardziej jaskrawych przypadkach, bo gdyby szczegółowo przyjrzeć się wszystkim budynkom, to jednoosobowo nie byłbym w stanie dokończyć tego projektu. Wystarczy wyjść poza miejsca wspomniane przeze mnie na początku artykułu, aby zrozumieć, o czym piszę.

Idąc jedną z głównych ulic miasta, Marszałka Piłsudskiego, czy odchodzącej od niej Kwietniewskiego, można odnieść wrażenie, że działania wojenne nie zakończyły się tu w 1945 roku, lecz przynajmniej 50 lat później. Najgorsze wrażenie robi fragment od skrzyżowania z Chrobrego do Strzelców Bytomskich. Nie chodzi mi już nawet o podwórka, ale o frontową część martwych budynków. Przebywając dwukrotnie w Bośni i Hercegowinie, miałem okazję na własne oczy zobaczyć, jak wyglądają dzisiaj miasta w stosunkowo biednym państwie, które ledwie 16 lat temu znajdowało się pod gradem pocisków nieprzyjaciela. Weźmy, na przykład Mostar - jedno z najbardziej zniszczonych miast podczas niedawnej wojny. W pobliżu odnowionej starówki biegnie ulica Marszałka (cóż za zbieg okoliczności) Tito (Marsala Tita), przy której stoją jeszcze okaleczone budynki. Porównując stan zabudowy przy traktach obu marszałków, widać wiele podobieństw, co niestety nie jest powodem do dumy dla miasta Bytom. To jest smutne, tym bardziej, że podczas II Wojny Światowej Bytom nie ucierpiał tak, jak niektóre polskie miasta. 

Patrząc na ulicę Kwietniewskiego, na to, co z niej zostało, w sercu rodzi się smutek. Z płaskorzeźb znajdujących się ponad oknami ładnej niegdyś, trzypiętrowej kamienicy z czerwonej cegły, pozostała tylko jedna. Reszta, w mniej lub bardziej tajemniczy sposób znikła. Parę ładnych lat temu, poświęcono tej tematyce w lokalnych mediach kilka słów. „Złomiarze z Bytomia ukradną zdobienia drzwi, odkują małą płaskorzeźbę z kamienicy i dorzucą aniołka ze starego grobu.”[10] Ponadto w ich ofercie znajdują się balkonowe balustrady, metalowe poręcze oraz okienne witraże. Przy okazji wyniosą kaloryfery, a nawet rury kanalizacyjne, bo na skupie złomu zawsze parę złotych wpadnie. Wprawny obserwator dostrzeże, że we wspomnianym budynku znika również dach, a od strony podwórka część ścian, ale to jest raczej skutkiem działania grawitacji, której wcześniej wymienieni „specjaliści od demontażu” znacznie ułatwili zadanie. Kwartał między Kwietniewskiego właśnie, a Webera umarł parę lat temu. Wydaje się, że ostatnio pojawiła się dla niego nadzieja. Jest nią zagospodarowanie rozkopanego placu budowy pod wielopoziomowy parking oraz remonty zrujnowanych kamienic. Być może to pierwsze działanie nie jest inwestycją, którą tam pierwotnie planowano, ale przynajmniej miejsce te przestanie straszyć.

Wydobycie węgla z filara ochronnego doprowadziło do wielu katastrof budowlanych.

Wspomniane wcześniej ulice nie są jedynymi w ścisłym centrum miasta, które czekają na ratunek. Niekoniecznie przyjemne widoki spotkamy w bramach i nie tylko, na ulicach Piekarskiej, Powstańców Warszawskich (w części odchodzącej ze Strzelców Bytomskich), Wałowej, Katowickiej, Chorzowskiej, Jagiellońskiej, Miarki, Korfantego, Żeromskiego, czy Smolenia. Odrapane, brudne, martwe, ceglane kamienice z zamurowanymi, zabitymi deskami lub wybitymi oknami, w których – z istot żywych – przesiadują już tylko gołębie, jakby nic nie robiące sobie z takiego stanu rzeczy. Od strony frontowej wiele kamienic posiada fantastyczne detale zdobnicze, tym bardziej serce się kraje, patrząc na ich stan. Szczególnie podoba mi się motyw z domu przy Powstańców Warszawskich, w pobliżu dworca autobusowego: na jego fasadzie widnieje scena z życia kopalni węgla kamiennego, ukazująca trud górników wydobywających czarny kamień. Wspaniałe!

Jeśli już jesteśmy przy temacie wydobycia węgla, to należy wspomnieć, że obszary górnicze kopalń wynosiły w pewnym momencie 83% powierzchni miasta.[2] Dzięki decyzji władz zezwalającej na prowadzenie prac górniczych w filarze ochronnym (pokłady węgla, których nie powinno się wydobywać ze względu na położenie bezpośrednio pod centrum miasta, jest równoznaczne z uszkodzeniem zabudowy), doprowadzono do wielu katastrof budowlanych. Największa z nich zdarzyła się 4 czerwca 1982 roku. „Posypały się nie tylko tynki, ale i cegły, całe fragmenty murów”. „Ucierpiało prawie 600 budynków, najwięcej przy ulicy Batorego, Wyczółkowskiego, Powstańców Warszawskich.” „Poraz pierwszy mówiono wtedy o stanie klęski żywiołowej miasta.[11]” W latach 1981-82, 1801 budynków doznało uszczerbków górniczych. Patrząc szerzej, w okresie od 1970 roku do 1982 roku wyburzono aż 93 budynki.

Powstanie luk w zabudowie niektórych, wyżej wymienionych części miasta postępowało także w kolejnych okresach: „W ciągu pięciu lat (od 1994 roku) wyburzono w mieście łącznie 150 domów (…) Akcja ta dotknęła ulice tak reprezentacyjne jak Kwietniewskiego, Piłsudskiego, Piekarską czy Powstańców Warszawskich” (…) „Stąd przejeżdżający mają wrażenie, że przez miasto przeszłą wojna czy innego rodzaju kataklizm, skoro puste place dotykają kluczowych traktów komunikacyjnych[11]” Wydaje mi się, ze liczby zawarte w dwóch ostatnich akapitach wystarczająco przemawiają do wyobraźni czytelnika…

Spacerując bytomskimi chodnikami, warto patrzeć pod nogi, bo nie trudno wdepnąć w psie odchody, co jak na centrum miasta jest nie do przyjęcia. Kikuty wyburzonych budynków, tworzące, na przykład na ulicy Piekarskiej ogromne podwórka; rozlatujące się komórki (zwane potocznie „chlewikami”), zwały gruzu i śmieci sprawiają, że sceneria wspomnianych ulic doskonale nadaje się na plan filmowy z czasów II Wojny Światowej. Jeszcze dobitniej widać to w jednym z podwórek przy ulicy Korfantego (niedaleko wlotu do Katowickiej), gdzie można zobaczyć coś, co zdaje się być ostrzelaną z karabinu ścianą. Podobne ślady widoczne od podwórza widnieją na ścianie budynku przy ulicy Piekarskiej, na jeszcze inne natrafiłem na Zamenhofa. Tak, czy inaczej powód do zadowolenia w roku 2009 to nie jest, ponieważ – dla przypomnienia – wojna zakończyła się 64 lata temu!

Przecież to jest rzut kamieniem od Rynku!

Obraz ulicy Wałowej na odcinku od skrzyżowania z Rostka do Placu Klasztornego jest – można śmiało rzec – wstrząsający. Przecież to jest rzut kamieniem od Rynku! Widok z ulicy jest dołujący: na przeciwległych końcach wspomnianego fragmentu dogorywają dwie, ciekawe dwupiętrowe kamienice, z których dachów wyrastają już drzewa... Pomiędzy nimi dziura i gruzy po wyburzeniu, które dokładnie można obejrzeć, wchodząc w pomalowaną na zielono bramę dwupiętrowego, w części niezamieszkanego budynku. Wejście na własną odpowiedzialność!

Ulica Wałowa, jak i Kwietniewskiego, wraz z innymi w okolicach Rynku wchodzi w skład zabytkowego średniowiecznego układu urbanistycznego, na który składają się: owalny plan zabudowy, prostokątny rynek i szachownicowy układ ulic. W obrębie tego obszaru odnaleźć można liczne przykłady unikatowej bytomskiej secesji i nie tylko. Wspaniale, że ten układ przetrwał do dziś, lecz co z tego, skoro jego esencja sypie się? Nawet w sąsiedztwie Rynku, na rogu Podgórnej i Placu Grunwaldzkiego, w tak newralgicznym i reprezentacyjnym miejscu, piękna kamienica z eleganckimi wieżyczkami, której fasada od strony Rynku uwieczniona została na niektórych pocztówkach oraz materiałach promocyjnych, przeżywa trudne chwile. Parter zamurowany; przekrzywiona rama okienna w opuszczonym mieszkaniu na pierwszym piętrze; dobrze widoczne, złowróżbne pęknięcia ścian wyższych pięter wraz z odrapana elewacją przeciwległego budynku psuje wrażenia estetyczne przechodnia. Między Placem Kościuszki a Rynkiem biegnie najwęższa uliczka Bytomia – Zaułek. Mogłoby to być miejsce magnetyczne, doskonałe do spacerów, ale niestety przejścia nie ma, a obecne tam zabudowania znajdują się w złej kondycji. Murów miejskich nie ma, a to, co z nich zostało nie jest należycie wyeksponowane. O odbudowie – jak to ma miejsce w niektórych miastach na świecie, a nawet w Polsce - nie ma mowy.

(1) (2) (3) (4) (5) (6) (7)


| start | czytaj to! | spis budynków | galeria | wnętrza | Chorzowska 2 | ludzie | po remoncie | wyburzone |
 | filmy | krótko | media | księga gości | FAQ | linki | informacja |


© 2009-2011 Piotr Studziński |  www.ruiny.bytom.pl